Strona główna > Dla rodziców > O głodnym niedźwiedziu
start pauza brama

O głodnym niedźwiedziu

Autor: Anna Lala
Czyta Klaudia Pieczka

Właśnie skończyła się zima. Wiedział to cały las, ponieważ śnieg ustąpił miejsca zielonej trawie, a na gałęziach drzew zaczęły pojawiać się pierwsze pąki. Ponadto czuć już było cieplejszy wiatr, a piękny zapach pierwszych kwiatów zachwycał jego mieszkańców. 

Owego wiosennego poranka, z jaskini położonej w samym sercu lasu, wyszedł mały niedźwiadek imieniem Boryś. Ziewnął mocno i przetarł łapką oczy. W końcu przespał całą zimę – nie tak łatwo obudzić się po kilku miesiącach głębokiego snu. Boryś rozejrzał się, a z wyrazu jego pyszczka można było wyczytać, że jest czymś bardzo zaniepokojony. 

– Mamo!  - zawołał niedźwiadek. – Mamusiu! 

Niestety nikt mu nie odpowiedział. Boryś bardzo się bał. Nie wiedział, co się stało z jego mamą. Nie było jej już w jaskini, gdy otworzył oczy.  

Nagle usłyszał bardzo dziwny i głośny dźwięk. Spojrzał w prawo i w lewo, potem za siebie, ale nikogo ani niczego, co mogłoby tak brzmieć  nie zobaczył. Potem znowu to usłyszał. Zdał sobie sprawę, że ten odgłos może dochodzić z jego brzuszka – był po prostu bardzo głodny. 

– O nie! – wykrzyknął. – Muszę znaleźć coś do jedzenia! 

  Niestety, Boryś nie wiedział, skąd ma wziąć jakieś pożywienie. Zawsze do jaskini przynosiła mu je mama. Nigdy mu nie mówiła, gdzie ma szukać pokarmu, bo po prostu zawsze go miał. Ale tym razem mamy nigdzie nie było.  

„I co ja mam zrobić?” – zastanawiał się Boryś. 

W tym momencie usłyszał szelest krzaków. Odwrócił się w stronę wydobywającego się głośnego dźwięku przerażony. „A co, jeśli to myśliwy?” myślał. „Mama zawsze mówiła, że przed myśliwymi trzeba uciekać.” 

Niedźwiadek już miał dać nogę, gdy zza gałęzi wyskoczyło małe stworzenie o wielkich zębach i płaskim ogonie, które coś mamrotało pod nosem. Nie wyglądało groźnie, więc Boryś się uspokoił. Ale za to mały zwierz spojrzał na niego z niewyobrażalnym przerażeniem. 

– To niedźwiedź! – wykrzyczał piskliwym głosem i zaczął szukać kryjówki. 

– Hej, spokojnie! Nic ci nie zrobię - zapewnił go Boryś. 

Po chwili wahania małe stworzenie stanęło w miejscu i uśmiechnęło się do niedźwiadka pokazując okazałe uzębienie. 

– Faktycznie, jesteś jeszcze mały. Za mały, żeby zrobić mi krzywdę – powiedział zwierz. – Jak masz na imię, maluchu? Gdzie jest twoja mama? 

– Na imię mam Boryś i zgubiłem mamusię. Nie wiem gdzie jest, obudziłem się ze snu zimowego i już jej nie było, a jestem bardzo głodny… 

– Oj, to faktycznie poważny problem. Głodny niedźwiedź, nawet bardzo mały, to nie jest nic dobrego! Musimy ci znaleźć coś do jedzenia. Tylko powiedz mi, co właściwie jedzą niedźwiedzie? 

– Właśnie tego nie wiem. Mama zawsze przynosiła coś do jaskini i przyrządzała z tego świetne dania. 

– Dobrze, to chodź, pomogę ci. Pomyślimy i razem coś na pewno znajdziemy! – wykrzyknął szczęśliwy zwierzaczek.  – A tak w ogóle to nazywam się Amadeusz Arkadiusz Arnold, jestem bobrem i bardzo miło mi cię poznać, Boryś! 

– Ale ty masz długie imię! Mogę na ciebie jakoś inaczej mówić? Na przykład… Trzy-A?  

Po krótkiej chwili wahania stworzenie twierdzące, że jest bobrem, zgodziło się na takie zdrobnienie swych zacnych i dostojnych imion, po czym wspólnie wyruszyli w drogę po lesie. 

Zobaczyli krzew, który miał już wypuszczone pędy, ale Boryś powiedział, że raczej nie będzie potrafił tego zjeść i że na pewno to będzie niesmaczne. Potem Trzy-A zaproponował mu zjedzenie gałęzi, w końcu są bardzo duże, a niedźwiedź potrzebuje dużo pokarmu. Ale niestety i to nie zadowoliło małego misia.  

Po jakimś czasie napotkali na swojej drodze rodzinę zajęcy – mamę zajęczyce, tatę zająca i cztery małe zajączki. Na widok Borysia wszystkie się przeraziły i już chciały uciekać, gdy Trzy-A je uspokoił i wytłumaczył sytuację. Zającom zrobiło się naprawdę przykro z powodu sytuacji niedźwiadka i postanowiły też mu pomóc. Mama zajęczyca nawet zaproponowała mu nawet korę z drzewa, ale Boryś nie potrafił tego zejść, od twardej kory bolały go zęby i język.  

Rodzina zajęcy poszła z bobrem i misiem i szukali jakiegoś pożywienia. A Borysiowi coraz mocniej burczało w brzuszku.  

  W pewnym momencie na głowie Trzy-A usiadł mały owad, cały pokryty żółto-czarnymi paskami. Bóbr przestraszył się go mocno i zaczął biegać i krzyczeć, a potem usłyszał jak owad do niego zaczyna mówić.

– Uspokój się, bobrze! Nic ci nie zrobię! Jestem tylko małą pszczółką! 

Boryś patrzył na tę scenę z przerażeniem, a małe zajączki zaczęły przyklaskiwać bobrowi i kibicować mu w walce z owadem. Ale Trzy-A zatrzymał się wreszcie i próbował uspokoić.  

– Przepraszam cię bardzo, mała pszczółko, bardzo mnie przestraszyłaś – powiedział do niej.

– Nic się nie stało – powiedział owad. – A tak właściwie, co tu robicie w tak… nietypowym gronie? Zające, niedźwiedź i bóbr? Czyżby król jeleń robił jakieś zebranie leśne i się na nie wybieracie? 

– Nie – zaprzeczył tata zając. – Ten mały miś obudził się dzisiaj ze snu zimowego i zgubił mamę, a jest bardzo głodny. Pomagamy mu znaleźć coś do jedzenia, tylko że jak na razie bezskutecznie.  

Pszczółka zastanowiła się, a potem z euforią wykrzyknęła, że ma pewien pomysł i kazała gromadzie poszukiwaczy podążać za nią. Ruszyli więc wszyscy gwarnie. 

Niedługo trwało nim dotarli pod olbrzymie drzewo, wokół którego krążył rój pszczół. Rodzina zajęcy, bóbr Trzy-A i Boryś stanęli jak wryci, a mała pszczółka pofrunęła do innych.  

Po chwili oczom naszej gromadki ukazała się bardzo piękna scena. Z dużego ula osadzonego na pniu drzewa wyleciał orszak pszczół ubranych w hełmy i trzymających w ręku szable, za nimi stado żółto-brązowych owadów trzymających każda po jednym przebiśniegu. Pszczoły zbliżyły się do Borysia, po czym rozstąpiły się, a niedźwiadek i jego przyjaciele dostrzegli przepiękną pszczołę, największą z wszystkich, która na głowie miała złotą koronę i ciągnęła za sobą purpurową pelerynę. 

– Witaj, Borysiu – przemówiła owa pszczoła. – Jestem królowa Kornelia. Moja robotnica przyleciała do mnie z informacją, że potrzebujesz pilnie mojej pomocy. Powiedz mi, drogi młodzieńcze, cóż cię trapi, jak mogę ci pomóc?  

Borysiowi już tak burczało w brzuszku, że mało się nie rozpłakał, gdy królowa zapewniła go o swojej pomocy. Wytłumaczył królowej Korneli swoją sytuację, a ona szepnęła coś do jednego ze swoich żołnierzy i poprosiła niedźwiadka, by poczekał chwileczkę.  

Po krótkim czasie z ula wyleciała kolejna gromada pszczół, tym razem jednak trzymały coś dużego, żółto-złotego, najwidoczniej ciężkiego, a co najważniejsze -pięknie pachnącego. Pszczoły zbliżyły się do niedźwiadka, a królowa Kornelia poprosiła go, by skosztował. 

    Boryś  złapał łapami ową rzecz przyniesioną przez owady i zdziwił się temu, jak lepka jest. Niemniej jednak coś podpowiadało mu, że może być to bardzo smaczne. Ugryzł więc kawałek i poczuł słodziutki smak.  

– Jakie to pyszne! – zawołał szczęśliwy miś. – Co to jest? 

– To miód, słoneczko – odpowiedziała królowa. – Cieszę się, że ci smakuje. 

Rodzina zajęcy i Trzy-A bardzo ucieszyli się, że Boryś wreszcie będzie mógł się najeść i nie będzie musiał chodzić głodny. Ponadto, oni też dostali po plastrze miodu, który bardzo im smakował. 

– Królowo Kornelio, czy będę mógł przychodzić częściej po trochę miodu? – zapytał Boryś, gdy już skończył jeść. 

– Oczywiście, Borysiu – odpowiedziała królowa. – Ale pamiętaj, że my – pszczoły, musimy mieć z czego miód robić. Latamy po lesie i łąkach, szukamy kwiatów, aby potem z nektaru móc go przyrządzić. Umówmy się tak, że za każdym razem, gdy przyjdziesz do nas po trochę miodu, przyniesiesz ze sobą bukiet polnych kwiatów, abyśmy mogły go zrobić jeszcze więcej. A jeśli będziemy czuły się w naszym ulu niebezpiecznie, będziesz nas chronił. W ten sposób też nam podziękujesz. Co ty na to, słoneczko? 

Boryś bez chwili zastanowienia zgodził się. Od tej pory Boryś codziennie przynosił pszczołom kwiaty, a one w zamian częstowały go miodkiem. Niedźwiadek już nigdy nie był głodny, a do swojej jaskini zaprosił Trzy-A i jego żonę Bożenkę, którzy właśnie z nim zamieszkali. Ich sąsiadami stała się rodzina zajęcy. Wiedli bardzo spokojne życie, nie czuli głodu, a innym leśnym zwierzętom pokazali, jak silna jest przyjaźń i że nawet największy niedźwiedź potrafi być dobrym przyjacielem.